System ocen i wyczerpujących prac domowych – realia w polskiej szkole w najmłodszych klasach

04.03.2014    |    Posted by:

Konwencja Praw Dziecka, Art. 18, punkt 1. […] Rodzice lub w określonych przypadkach opiekunowie prawni ponoszą główną odpowiedzialność za wychowanie i rozwój dziecka ma być przedmiotem ich największej troski

IDZIE DO SZKOŁY

Z troską i uwagą przeglądamy oferty placówek edukacyjnych i wybieramy taką, która w naszym mniemaniu stanie się miejscem przyjaznym, opiekuńczym, ciepłym, gdzie nauka będzie przyjemnością, a nie niechcianym obowiązkiem. Wybieramy niedużą szkołę, z małolicznymi klasami, gdzie grono pedagogiczne zostało skrupulatnie dobrane, a uczeń ma szanse na indywidualne traktowanie. Niezależnie, czy potencjalny uczeń jest w chwili rozpoczęcia edukacji sześcio- czy siedmiolatkiem, jesteśmy ze wszystkich stron mamieni obietnicą „nowej szkoły” – nowej podstawy programowej, nowej organizacji pracy (sale podzielone na dwie części, zajęcia na dywanie itp.), traktowaniem każdego dziecka zgodnie z jego potrzebami edukacyjnymi, zwracaniem uwagi na indywidualne zdolności i predyspozycje, ocenami opisowymi (aby nie stresować najmłodszych uczniów). Nowa jakość. Niestety 1 września nadchodzi moment zderzenia się pięknych wizji z szarą rzeczywistością. A im dalej w las, tym gorzej. Dzieci rosną, wspinają się po szczeblach edukacji, a zderzenie odbija się coraz większym echem w codziennym życiu. Zgodnie z nową podstawą programową dla klas I-III: Edukacja wczesnoszkolna ma stopniowo i możliwie łagodnie przeprowadzić dziecko z kształcenia zintegrowanego do nauczania przedmiotowego w klasach IV-VI szkoły podstawowej (Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 23 grudnia 2008 r.).

DALEJ CZYTAMY:

Zadaniem szkoły jest:

1. realizowanie programu nauczania skoncentrowanego na dziecku, na jego indywidualnym tempie rozwoju i możliwościach uczenia się;

2. respektowanie trójpodmiotowości oddziaływań wychowawczych i kształcących: uczeń-szkoła-dom rodzinny;

3. rozwijanie predyspozycji i zdolności poznawczych dziecka;

4. kształtowanie u dziecka pozytywnego stosunku do nauki oraz rozwijanie ciekawości w poznawaniu otaczającego świata i w dążeniu do prawdy;

5. poszanowanie godności dziecka;

6. zapewnienie dziecku przyjaznych, bezpiecznych i zdrowych warunków do nauki i zabawy, działania indywidualnego i zespołowego, rozwijania samodzielności oraz odpowiedzialności za siebie i najbliższe otoczenie, ekspresji plastycznej, muzycznej i ruchowej, aktywności badawczej, a także działalności twórczej;

7. wyposażenie dziecka w umiejętność czytania i pisania, w wiadomości i sprawności matematyczne potrzebne w sytuacjach życiowych i szkolnych oraz przy rozwiązywaniu problemów;

8. dbałość o to, aby dziecko mogło nabywać wiedzę i umiejętności potrzebne do rozumienia świata, w tym zagwarantowanie mu dostępu do różnych źródeł informacji i możliwości korzystania z nich;

9. sprzyjanie rozwojowi cech osobowości dziecka koniecznych do aktywnego i etycznego uczestnictwa w życiu społecznym.

JAK TO WSZYSTKO DOBRZE BRZMI

Wydawać by się mogło, że nowa podstawa programowa stawia ucznia w centrum, pochyla się nad każdym dzieckiem indywidualnie, słucha rodziców, konsultując z nimi kierunek rozwoju i formę nauczania. Piękna teoria. Warto przyjrzeć się choćby punktowi nr 4: kształtowanie u dziecka pozytywnego stosunku do nauki oraz rozwijanie ciekawości w poznawaniu otaczającego świata i w dążeniu do prawdy. Od dawna wiadomo, iż dzieci mają wewnętrzną potrzebę i pragnienie rozwoju. Nie trzeba ich wymuszać, a jedynie podsycać i wspierać. Co jest najskuteczniejszym sposobem na zniszczenie tej wewnętrznej motywacji do rozwoju? Praca domowa i ocena zewnętrzna!

PRACA DOMOWA

Najpierw praca domowa: badania pokazują, iż praca domowa nie poprawia wyników w nauce. Okazuje się, że dzieci, które mają zadawane do domu, nie uczą się wcale lepiej; są także szkoły, w których z tego zrezygnowano. (Agnieszka Stein, Zlikwidujmy pracę domową). A zatem łatwo wysnuć wniosek, iż zadawanie prac domowych zabija w dzieciach pozytywny stosunek do nauki. Kuriozum najwyższe to zadawanie prac domowych „za karę”. Jednak przyjęło się, iż praca domowa jest nierozerwalnym elementem edukacji. Niezależnie jak dobrze wiemy, że 2+2=4 należy zapisać do kilkanaście razy, aby się utrwaliło. Znamienny jest fakt, iż ilość i jakość zadań domowych kompletnie nie zależą od wspomnianych wyżej „indywidualnych potrzeb dziecka”. Problem zadawania prac domowych leży zarówno po stronie nauczycieli, dla których naturalne jest przerzucanie części odpowiedzialności za naukę na dom rodzinny ucznia, ale również po stronie rodziców, którzy w ilości przerobionych słupków, zadań tekstowych, szlaczków i wyklejanek pokładają nadzieję na potencjalny sukces zawodowy swoich latorośli. Patrząc na punkt 2 zadań szkoły: respektowanie trójpodmiotowości oddziaływań wychowawczych i kształcących: uczeń-szkoła-dom rodzinny, można by spodziewać się, iż rodzic ma prawo i możliwość ingerowania w ilość i rodzaj zadawanych zadań domowych. Zważywszy iż przeciętny uczeń klasy I-III pracujących rodziców spędza w szkole około 8 godzin, ciężko od niego wymagać, aby wracając do domu około godziny 17-18 zasiadał do lekcji. Wielokrotnie oferta zajęć świetlicowych dla dzieci jest tak bogata, że czas spędzony w szkole to nadal aktywne poznawanie świata i wszechstronny rozwój, mimo iż nie polega on na siedzeniu nad kolejną porcją ćwiczeń. Zgodnie z Europejską Kartą Praw i Obowiązków Rodzica: Rodzice mają prawo do uznania ich prymatu jako “pierwszych nauczycieli” swoich dzieci. Rodzice mają obowiązek wychowywać swoje dzieci w sposób odpowiedzialny i nie zaniedbywać ich. Wydawać by się mogło, iż nadrzędnym celem edukacji jest opanowanie przez ucznia podstawy programowej, a nie uzupełnienie ćwiczeń czy podręcznika od deski do deski. Ciężko jednak o zrozumienie tego problemu wśród zagorzałych zwolenników prac domowych. Jednak poza rozwojem intelektualnym rodzic ma obowiązek dbać o wszechstronny rozwój swojego dziecka, o prawo do wypoczynku, odpoczynku nocnego, ograniczanie niepotrzebnych stresów i niczym nie zakłócony czas wolny. Korzystając z przywileju, jaki daje Europejska Karta Praw i Obowiązków Rodzica, i zwalniając dziecko z nadmiaru zadań domowych czy prac zadawanych na weekend, można spotkać się z oskarżeniem o podważanie autorytetu nauczyciela, wybiórcze traktowanie obowiązku szkolnego, odstawanie od grupy i pozbawianie dziecka szansy na prawidłowy rozwój. Jak bumerang wraca argument: „zadania domowe były, są i będą”. Co ciekawe, coraz więcej państw rezygnuje z zadań domowych na rzecz pracy w szkole. Pojawiają się kreatywne zadania mające na celu pobudzenie umiejętności: współpracy z partnerem, pracy w grupach, wystąpień publicznych, poszukiwania informacji, tworzenia projektu czy prezentacji. Jednakże wszelkie opinie naukowców, jak i nawoływania rodziców, którzy mają inną wizję na zagospodarowanie czasu pozaszkolnego, niż zaganianie dzieci do pracy z podręcznikiem, pozostają bez echa bo: „zadania były, są i będą”.

OCENIANIE DZIECI

Innym kuriozum „nowej szkoły” jest ocenianie dzieci w klasach I-III. Promując „zagubioną reformę” dużo mówiło się o nauce w formie zabawy, o wyłączeniu dzwonków w klasach najmłodszych, o miękkich dywanach, zabawach ruchowych i ocenach opisowych. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, iż zewnętrzna ocena jest jednym z głównych czynników hamujących rozwój człowieka. Powoduje lęk i wycofanie. Wprowadza rywalizację i odciąga uwagę od meritum. Zamiast skupiać się na poznawaniu, rozwijaniu, odkrywaniu ciężar uwagi przenoszony jest na efekt końcowy, nie zawsze zależny od zaangażowania czy woli ucznia. Wprowadzenie opisowej oceny klasyfikacyjnej dla klas I-III miało na celu nie rezygnację z oceniania, lecz uchronienie najmłodszych przed rozczarowaniem związanym z ocenami słabymi. Informacja zwrotna od nauczyciela o postępach ucznia, szczególnie w klasach młodszych (choć śmiem twierdzić, że powinny mieć do niej prawo wszystkie dzieci), powinna być zrozumiała dla ucznia i niestresująca (por. Jerzy Nowak, Ocena opisowa w edukacji wczesnoszkolnej – diagnoza czy fikcja? czyli o potrzebie kształcenia nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej z zakresu podstaw diagnostyki edukacyjnej, XVI Konferencja Diagnostyki Edukacyjnej, Toruń 2010). Koncepcji oceniania opisowego zostały nadane trzy funkcje: informacyjna (o nowych umiejętnościach dziecka), korekcyjna (o konieczności dalszej pracy, ewentualnych zmian), motywacyjna (zachęcająca do dalszego wysiłku). Niestety, jak pokazuje Nowak, nauczyciele mają problem z właściwym wykorzystaniem powyższego narzędzia, „nie potrafią określić rzeczywistych osiągnięć dziecka i zinterpretować ich na potrzeby funkcji korekcyjnej”. Znów okazuje się, iż łatwiej jest stawiać punkty, literki i inne symbole, które są niczym innym jak substytutem klasycznych ocen w znanej nam skali 1-6. Bo czym innym jest przyniesienie przed zapłakanego pierwszo- czy drugoklasistę sprawdzianu z oceną D i adnotacją „poprawa sprawdzianu za tydzień”? Zastąpienie oceny niedostatecznej oceną D silnie kłóci się z zasadnością wprowadzenia ocen opisowych. Dodatkowo od najmłodszych lat pojawia się element rywalizacji („Asia to ma A, nigdy nie robi błędów, a Jaś to słaby jest tylko C i D na kartkówkach”), podsycany przez liczne konkursy indywidualne. Kto w tym roku zdobędzie złoty laur? Kto wygra konkurs matematyczny, kto będzie najlepszy w przyrodniczym?  Choć w podstawie programowej mowa jest o działaniu indywidualnym i zespołowym, to drugie zdecydowanie traktowane jest po macoszemu. Już od najmłodszych lat wysyłamy dzieciom informację: „pracuj na siebie, myśl o sobie, bądź najlepszy”, szkoła nie uczy współdziałania, pracy w grupie na rzecz wspólnego celu. Tego typu działania są rzadkością, zdecydowanie dominują konkursy indywidualne i ranking ocen: za sprawdzian, za prowadzenie zeszytu, za aktywność na lekcji…

JAKO RODZICE MAMY PRAWO INGEROWAĆ W SPOSÓB, W JAKI UCZONE SĄ NASZE DZIECI

Mamy prawo nie zgadzać się na ich pracę poza szkołą. Mamy prawo do wolnych weekendów i wieczorów. Oddając dziecko do szkoły, nie oddajemy go nikomu na własność. Warto korzystać z przywilejów i praw Rodzica (więcej na stronie: men.gov.pl). W książce Carla Honore “Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!” można znaleźć wiele na temat konsekwencji nadmiaru zajęć u dzieci w wieku szkolnym. Autor podaje również przykłady szkół, które reformują i ograniczają zadawanie prac domowych. Jest to lektura, którą każdy rodzic i nauczyciel powinien przeczytać. Ciężko jest podjąć merytoryczną dyskusję z nauczycielem, który, przez lata kształcony na podstawie prehistorycznych nurtów i teorii pedagogicznych, przekonany jest o wyższości swojej metody. Bezrefleksyjne podejście wielu rodziców, uspokojonych nieśmiertelnym zdaniem: „tak zawsze było, szkoła to nie przedszkole” nie ułatwia wprowadzania zmian zgodnie z nowym podejściem i teoriami pedagogicznymi, a wręcz z nową podstawą programową gwarantowaną w ramach reformy systemu edukacji. Wielu rodziców domaga się prostej, a nie opisowej oceny, widząc w niej jasny komunikat: jest dobrze lub jest źle. Warto jednak pochylić się nad tematem, zgłębić, jak wiele krzywdy może wyrządzić niezrozumiała, a często niesprawiedliwa, powierzchowna, prosta ocena (niezależnie czy będzie to 1, 2 czy D lub C).

OCZYWIŚCIE POJAWIAJĄ SIĘ ŚWIATEŁKA NADZIEI

Tu i ówdzie słyszy się o mądrych nauczycielach, którzy nie ustają w samorozwoju. Dla których nauka nie ma być żmudnym obowiązkiem, ale piękną przygodą, w którą włączają swoich uczniów. Nauczycielach, którzy znają potrzeby dzieci, godzą się na ich naturalną ruchliwość (nie sugerując natychmiast nadpobudliwości), słuchają ich, podążają za naturalną potrzebą rozwoju, dyskretnie, lecz skutecznie, ukierunkowując swoich podopiecznych do zdobywania nowych umiejętności, mimochodem doskonale realizując program nauczania. Mentorach, dla których dobro dziecka jest na pierwszym planie, a podstawa programowa i podręcznik to rzeczywiście „pomoce naukowe”, a nie bat na leniwych i niepokornych małych ludzi. Dzieciństwo to wyjątkowy czas. Dzieci mają naturalny pęd poznawczy, gdyby im nie przeszkadzać, mogłyby się naprawdę dużo nauczyć. Niestety my, dorośli, wiemy lepiej. Wielu rodziców i nauczycieli chętnie zagospodarowałoby dzieciom każdą minutę w ich życiu. Jesteśmy wykształceni, mamy narzędzia, wiedzę i tym samym zabijamy w naszych dzieciach to, co najlepsze. Nie psujmy ich. Powtarzając za Calem Honore: „Dajmy dzieciom święty spokój!”

Autor artykułu:

Dzieci są ważne 
Strona www: http://dziecisawazne.pl/
Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)